Zapraszamy do lektury wywiadu ze Starostą Przysuskim.

Zapraszamy do lektury wywiadu ze Starostą Przysuskim, który ukazał się w Naszym Dzienniku 4 czerwca 2025 r.

 Jarosław Bednarski „Ziemia Przysuska”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Polska lokalna to fundament.

Nadchodzi czas oddechu dla polskich rodzin i odbudowy znaczenia samorządu i wzmocnienia państwa.

 

Podpis pod zdjęcie: Rozmowa z Marianem Niemirskim starostą przysuskim 

 

- Doktor Karol Nawrocki decyzją ponad 10,6 miliona Polaków został wybrany na Prezydenta RP. Ale pierwsze sygnały po zamknięciu lokali wyborczych wcale nie zwiastowały tak jednoznacznego rozstrzygnięcia. Jak Pan zapamięta ten wieczór?
-To była jedna z tych niedziel, których nie zapomina się latami. Wieczór nerwowy, pełen napięcia, gdzie nawet ci najbardziej pewni swego wstrzymywali oddech. Owszem, ludzie głębokiej wiary wierzyli, że Opatrzność czuwa i to przekonanie dawało mi wewnętrzny spokój, ale nie ukrywam, że jakaś nuta niepewności zawsze się tli. Tym większa była moja satysfakcja, kiedy zobaczyłem wyniki z mojego powiatu. Aż 79,26 proc głosów oddanych na Karola Nawrockiego przy 75-procentowej frekwencji – to nie jest tylko liczba, to świadectwo dojrzałości obywatelskiej i przywiązania do wartości które dla wielu z nas są fundamentem. Jestem po prostu dumny z moich mieszkańców. Po raz kolejny pokazali, że potrafią stanąć na wysokości zadania, że Polska nie jest im obojętna. Tego się nie da kupić, tego się nie da wyreżyserować - to się po prostu czuje. To była odpowiedzialność, która wypłynęła z serc, nie z kalkulacji. W poniedziałek rano można było wstać i z pełnym przekonaniem zanucić „Kiedy ranne wstają zorze". Nie z patosem, nie z przyzwyczajenia, ale z prawdziwym poczuciem, że zaczyna się coś nowego. Mam głęboką wiarę, że to będzie czas oddechu dla polskich rodzin, odbudowy znaczenia samorządu, wzmocnienia państwa. Krótko mówiąc, czas, w którym Polska znów będzie miała szanse oddychać pełną piersią.

 

- Kwestia ewentualnego spotkania mieszkańców Przysuchy z prezydentem elektem Karolem Nawrockim zaczyna już przybierać realny kształt? 

 

- Na tę chwilę nie padły żadne konkrety, ale temat krąży. Przysucha, co do tego nie mam złudzeń, jest dla Prawa i Sprawiedliwość miejscem symbolicznym, bo to właśnie ta formacja w największym stopniu wspierała kandydaturę Karola Nawrockiego. Jednak jeśli przy ustalaniu kalendarza wizyt prezydenckich przyjęty zostanie inny klucz - na przykład ten oparty na najwyższym poparciu procentowym – to trzeba uczciwie przyznać, że są w Polsce gminy, gdzie wynik był jeszcze bardziej imponujący. Były też przypadki, gdzie kandydat obywatelski zgarnął ponad 90 proc. głosów.       

              Dziś jeszcze nie wiemy, czy prezydent elekt zdecyduje się odwiedzić właśnie nasz powiat. Na razie w sztabie przewija się ogólna informacja, że takie spotkania są planowane. Ale nie pojawiła się żadna potwierdzona data, ani nie wskazano lokalizacji. Z mojej strony zaproszenie jest już wystosowane. Prezydent elekt ma u nas drzwi otwarte. I to nie tylko dlatego, że osiągnął tu bardzo dobry wynik. Po prostu – tu jest jego miejsce. Tu bije serce Polski, której wartości chce bronić. 

 

- Frekwencja w I turze wyborów w powiecie przysuskim sięgnęła imponujących 70 procent. Czy przed drugą turą trzeba było jeszcze mobilizować ludzi do pójścia do urn? 

 

- Jeszcze przed pierwszą turą zwróciłem się do mieszkańców z dwiema odezwami, przed drugą wystosowałem podobny apel. To nie była tylko prośba o udział - to było wezwanie do odpowiedzialności. Zależało mi, by nasi mieszkańcy nie tylko poszli głosować, ale by robili to świadomie, kierując się wartościami, a nie tym, co media głównego nurtu sączą z ekranów i nagłówków. A skoro ludzie w pierwszej turze pokazali. że im zależy, to w drugiej tym bardziej musieli poczuć, że od nich naprawdę zależy wszystko.

 

W powiecie przysuskim Karol Nawrocki zdobył w I turze aż 55 procent głosów, To imponujący wynik. Jak Pan sądzi co zadecydowano o tak mocnym poparciu?

 

To był najwyższy wynik w całej Polsce. Ale to nie jest przypadek ani efekt chwilowej sympatii. Tu mieszkają ludzie którzy naprawdę czują, że Polska to coś więcej niż geograficzny obszar na mapie To patrioci z krwi i kości – ludzie, którzy wierzą, w Polskę samorządną, suwerenną, opartą na zasadach demokracji, ale też mocno zakorzenioną, w wartościach. Karol Nawrocki trafił do ich serc, bo nie musiał nikogo udawać. Mówi językiem, który tu się rozumie i proponuje program, z którym ludzie się utożsamiają. Nie obiecuje cudów, ale mówi jasno: „Wiem, skąd jestem i dla kogo chcę pracować". Dlatego takim wynikom nikt nie powinien się dziwić. A jeśli spojrzymy szerzej, to suma głosów oddanych na wszystkich kandydatów prawicowych w naszym powiecie zbliżyła się do 80 proc:. To mówi samo za siebie - ten region nie tylko wie, czego chce, ale potrafi to jasno pokazać podczas wyborów.

 

- Gdy spojrzymy na wynik Sławomira Mentzena - ponad 16 procent - i Grzegorza Brauna - 7 procent, widać wyraźnie, że prawica trzyma się mocno. To przypadek, czy rzeczywiście mamy do czynienia z bastionem konserwatyzmu?

 

- Nie, to absolutnie nie jest przypadek - to autentyczny, trwały prawicowy elektorat, który od lat konsekwentnie pokazuje, gdzie ma zakotwiczone wartości. I nie chodzi tu tylko o emocje, czy chwilowe hasła wyborcze. To efekt długofalowej, systematycznej obecności środowisk prawicowych, a zwłaszcza formacji, która stoi za kandydaturą Karola Nawrockiego - Prawa i Sprawiedliwości. Od wielu lat to właśnie ta partia organizowała u nas kluczowe wydarzenia polityczne, spotkania, uroczystości, inicjatywy lokalne. Ludzie nie tylko to widzieli - oni w tym uczestniczyli, byli współgospodarzami tej przestrzeni. I to robi różnicę. Bo kiedy wyborca ma kontakt z realnym działaniem, z konkretem, z żywą obecnością nie musi polegać na przekazie mediów głównego nurtu, który, delikatnie mówiąc, rzadko oddaje rzeczywistość taką, jaka ona jest. Tu, w tym powiecie, mieszkańcy nie wybierają „na wyczucie” – oni podejmują decyzje w oparciu o własne doświadczenie. Dlatego ten wynik prawicy nikogo nie powinien dziwić.

 

- Czy przekonanie do prawicy, do konserwatywnych wartości wynosi się z domu? Czy to efekt wychowania w duchu szacunku, przywiązania do tradycji i wiary? 

 

Z całą pewnością tak. To nie jest kwestia modnych haseł czy chwilowej fascynacji polityką, To jest coś głęboko zakorzenionego. Jesteśmy na dawnej ziemi opoczyńskiej - tu życie bywało surowe. Ale właśnie w tej prostocie rodziła się siła. Ludzie mieli niewiele, lecz trzymali się tego, co naprawdę ważne: głębokiej, autentycznej wiary, katolickiego porządku świata, szacunku dla rodziny, tradycji, dla wspólnoty. Tu religia nie była teoria - była codziennością. A wraz z nią przekonanie, że pewne rzeczy po prostu się robi, bo są słuszne. Tę tożsamość budowała też lokalna kultura – choćby muzyka ludowa, która wciąż tu żyje i jest pielęgnowana z dumą. To nie przypadek, ze w Przysusze urodził się etnograf, kompozytor Oskar Kolberg – człowiek, który cale życie poświęcił kulturze i tradycji. To wszystko nie zniknęło – to wciąż kształtuje świadomość mieszkańców.

              Ale to nie tylko kwestia historii. Ludzie obserwują współczesność, patrzą na to, co się dzieje wokół, porównują słowa z czynami. I właśnie dlatego ten konserwatywny etos trwa. Bo jak mówi stare, mądre rzymskie przysłowie: słowa uczą, przykłady pociągają. A tutaj, w naszym środowisku, jest wielu, którzy nie tylko mówią o wartościach, ale po prostu nimi żyją. I to właśnie te postawy kształtują młodsze pokolenia - dają im punkt odniesienia, pokazują, jak zachować się godnie wtedy, kiedy naprawdę ma to znaczenie. 

 

- To brzmi pięknie, ale rzeczywistość bywa brutalna. Po drugiej stronie mamy przecież potężnych przeciwników – masowe media, liberalne i lewicowe ośrodki, które kuszą wizją zupełnie innego świata. Głoszą, że to, co europejskie jest nowoczesne i „cool”, a polskość to zaścianek, anachronizm, a czasem wręcz – o zgrozo – faszyzm. Jak się temu przeciwstawić?

 

Nie ma innej drogi – trzeba działać konsekwentnie i mądrze. Wróćmy do samorządu, bo to właśnie tam rozgrywa się prawdziwa walka o świadomość lokalnych społeczności. Jeśli samorząd jest prowadzony odpowiedzialnie, jeśli ma własne, rzetelne media - regularnie wydawane, uczciwie redagowane - to może bardzo wiele. Takie lokalne źródła informacji maja ogromny wpływ. To tam można pokazać rzeczywistość taką, jaka jest, bez przekłamań, bez propagandowego filtra. To tam można formować opinię publiczną na podstawie faktów, a nie manipulacji.                     U nas w naszym powiecie, nie idziemy na kompromisy. Jesteśmy – z tego, co wiem jedynym powiatem w Polsce, który oficjalnie zadeklarował, że utrzymuje dwie godziny religii w szkołach, mimo ze minister Barbara Nowacka postanowiła inaczej. Wykorzystaliśmy to, co daje prawo: samorząd może taką decyzje podjąć – i my z tego skorzystaliśmy. To sygnał dla młodych, że wartości nie muszą znikać z systemu edukacji. I to właśnie takie decyzje, podejmowane po cichu, bez rozgłosu, ale z pełnym przekonaniem, tworzą później społeczne postawy. 
              Jeśli są inne powiaty, które poszły tą samą drogą - chętnie się o tym dowiem. Bo dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy sami. Że jest nas więcej. I że to, co robimy lokalnie, nie jest wyjątkiem, lecz częścią szerszego ruchu, który nie godzi się na kulturową kapitulację. 

 

- Co według Pana jest najistotniejsze w pełnieniu funkcji samorządowca?

 

- Najważniejsze jest bycie blisko ludzi. To fundament, od którego wszystko się zaczyna. Każda decyzja, nawet ta najbardziej techniczna czy pozornie odległa od codzienności mieszkańców, musi mieć w tle konkretną osobę. Człowieka, jego potrzeby, obawy, marzenia. Bo jeśli tego zabraknie, jeśli urzędnik – nawet najlepszy, z papierami - zapomni, że pracuje dla wspólnoty, to cała instytucja samorządu przestaje mieć sens. Ale to tylko część. Naszą rzeczywistą powinnością jest dbałość o dobro wspólne – rozumiane nie jako abstrakcyjna idea, ale jako tworzenie takich warunków życia społecznego, gospodarczego i nie bójmy się tego słowa - politycznego, które pozwalają każdemu obywatelowi rozwijać swój potencjał. Dobrze funkcjonujący samorząd to taki, który nie tylko łata dziury w drogach, ale też daje ludziom szansę, by mogli pełniej i szybciej osiągać własną życiową równowagę i spełnienie. W skrócie: chodzi o to, by po prostu żyło się lepiej. Nie z hasła wyborczego – tylko realnie, na co dzień. 

 

- Z jakimi problemami mierzy się dziś powiat przysuski?

- Z takimi samymi jak większość powiatów w Polsce – i niestety nie są to sprawy drugorzędne. Największym wyzwaniem pozostaje odpływ młodych ludzi. Młodzież – ambitna, wykształcona, z potencjałem – wyjeżdża do większych miast albo za granicę, bo tam widzi szansę na rozwój i godne życie, Dla lokalnej społeczności to poważny cios. Odpływ młodych to nie tylko problem demograficzny – to uderza w oświatę, w rynek pracy, w przyszłość całej wspólnoty.                                                 Do tego dochodzą trudności z niedofinansowaną służbą zdrowia – szpitale funkcjonują na granicy wydolności, brakuje personelu, sprzętu, środków. A na dokładkę – niemal całkowity brak inwestycji ze strony obecnej władzy centralnej. Z dnia na dzień zakończono Program Inwestycji Strategicznych, który jeszcze niedawno był kołem zamachowym dla lokalnych samorządów. Za czasów Zjednoczonej Prawicy środki płynęły szerokim strumieniem, inwestycje rosły w oczach, a samorządy miały realny wpływ na rozwój swoich gmin i powiatów. Dziś – cisza. Zero propozycji, zero konkretnych działań. To nie jest kwestia politycznych sympatii. To jest konkret – odczuwalny codziennie przez zwykłych ludzi. A samorząd, choć robi, co może, nie udźwignie wszystkiego w pojedynkę. 

 

- Czy obawia się Pan powrotu do podziału na Polskę A i Polskę B, gdzie rząd inwestuje głównie w metropolie? Czy Polska powiatowa ma jeszcze realną szansę na odegranie roli w rozwoju kraju? 

 

Obawiam się – i to bardzo – bo to już nie są tylko domysły, czy polityczne spekulacje. To się dzieje na naszych oczach. Ostatni rządowy dokument, który ujawniło Radio Wnet, mówi jasno: wsparcie trafi do 60 największych miast, cała reszta ma sobie radzić sama. To nie jest polityka rozwoju, to polityka selekcji. I to bardzo niebezpieczna, bo prowadzi wprost do pogłębienia różnic, do ponownego rozrysowania mapy Polski na dwie prędkości: tę szybką, uprzywilejowaną i miejską oraz tę zostawioną na peryferiach, prowincjonalną. Tymczasem Rząd Zjednoczonej Prawicy zrobił coś odwrotnego – oparł swój program na zrównoważonym rozwoju. Nie stawiał wyłącznie na Warszawę, Kraków czy Wrocław, ale inwestował także w małe gminy, w powiaty, w miejsca, które przez lata były ignorowane, I to był kierunek który naprawdę dawał Polsce szanse na spójny rozwój. Jeśli dziś z tego kursu się zrezygnuje, to cofamy się o dekady nie tylko w gospodarce, ale i w społecznym myśleniu o państwie. A ja, jako samorządowiec i obywatel, zdecydowanie opowiadam się za modelem, który nie dzieli, tylko łączy. Bo Polska lokalna nie jest żadnym dodatkiem do mapy - to jej fundament. 

 

- Prezydent Andrzej Duda odznaczył Pana Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla samorządu. Co to odznaczenie znaczy dla Pana osobiście? To dla mnie wielki zaszczyt i jednocześnie ogromne wzruszenie. Po tylu latach pracy na rzecz lokalnej wspólnoty – a w samorządzie funkcjonuję już od dekad, z czego od 23 lat pełnię funkcję starosty – to wyróżnienie ma dla mnie szczególną wagę. Bo kiedy człowiek całe życie działa na rzecz swojej lokalnej wspólnoty, z dala od centrum i politycznych reflektorów, nie oczekuje orderów. Robi swoje. Tym bardziej doceniam, ze ktoś z Warszawy – z samego Pałacu Prezydenckiego - dostrzegł i uhonorował właśnie tę codzienną, czasem niedostrzeganą pracę, która nie ma medialnego błysku, ale jest fundamentem państwa. W czasach, w których dobre słowo w debacie publicznej stało się rzadkością, a docenienie rzetelnej pracy często przegrywa z głośnym PR-em, takie wyróżnienie ma wymiar nie tylko osobisty, ale i symboliczny. Pokazuje, że warto działać uczciwie, z oddaniem bez oglądania się na poklask. Przyjąłem ten order z pokorą, ale i z dumą,- nie tyle za siebie, co w imieniu wszystkich tych, którzy od lat pracują na rzecz swoich lokalnych społeczności, nie oczekując niczego poza tym, by coś po nich zostało. Dla mnie to sygnał, że ta droga - choć niełatwa – ma sens.

 

- Dziękuję za rozmowę. 

Rafał Stefaniuk

 

 

Wydawca: Powiat Przysuski. 2013
By: Fresh Joomla templates